Prawie zapłakał…
Prawie nie strzelił,
Żydówka, Polka,
matka jego nienarodzonego dziecka…
Wyciągnął, wymierzył.
Rozkaz to rozkaz.
Strzał…
w tył głowy?
Skroń?
Nie
Zwyczajnie
Centralnie
prosto w twarz…
Twarz jego miłości…
Jego miłości i nienarodzonego dziecka…

Grzegorz Sakowicz
wiersz z cyklu przeciwko wojnie
We mgle miłości i życia

mgła otoczyła ich życie…
szukali się i znaleźli…
zgubili się…
tak szybko biegli do siebie…
we mgle
że się minęli
pędząc we mgle
przebiegli obok siebie
poczuli przez chwilę ciepło
mijających się ciał i miłości gorącej
w biegu, we mgle
nie zwolnili…
biegli do siebie
mijając siebie we mgle chwili
minęli się
zamiast się zatrzymać…
pobiegli w drugą stronę
biegnąc do siebie…
oddalali się…
księżyc spadł
zasłonił się chmurami
nie chciał patrzeć na nich we mgle
jak biegli do siebie
jednocześnie oddalając się od siebie
I Nagle…
ciemność.
znikła mgła w ciemności.
nie widzieli mgły, czuli ją i
miłość gorącą która przebiegła…
już nie biegli
mokrzy od mgły
I potu zgrzanego ciała.
mgła wreszcie opadła, a słońce
rozświetliło łąkę.
podświetliło ją.
zapaliło blade lampki kropli rosy
na liściach trawy…
po ich miłosnym biegu we mgle…
zostały ślady
stóp na trawie,
we wgniecionej trawie
wyrosły kwiaty
jakby w donicy,
w kształcie stopy.
wystarczyło wrócić po…
śladach stóp z kwiatami.
nie wrócili
rozciągnęli miłość w biegu
rozerwali ją… we mgle
biegnąc do siebie z całych sił
rozerwali miłość
przebiegając obok siebie
biegnąc w drugą stronę…
tak biegli do siebie
we mgle że minęli siebie
rwąc miłość…
tak biegli, że nie mieli sił…
wrócić po śladach
zmęczeni biegiem do siebie we mgle
zostawili ślady stóp…
gdzie wyrosły kwiaty…
nikt już nigdy nie przeszedł śladami ich miłości…
a miłość kwiaty sadzi